Tekst 2 — Teksty do części „Język polski w użyciu”

Olaf Szewczyk — Tekst 2 — Teksty do części „Język polski w użyciu”

Olaf Szewczyk
Biblioteka w kieszeni

„Jeśli widzę dalej, to tylko dlatego, że stoję na ramionach olbrzymów” – powiedział Isaac Newton, wielki angielski uczony, odkrywca prawa powszechnego ciążenia. Prawdą jest, że każdy naukowiec może zrobić krok do przodu na ścieżce poznania tylko dlatego, że inni przetarli przed nim szlak. Ustalenia naszych poprzedników są warunkiem dzisiejszego postępu. Wiedza przez nich zgromadzona nie byłaby jednak nic warta, gdyby nie została utrwalona dla potomnych. To dzięki wynalezieniu pisma mogła rozwinąć się nauka, a w konsekwencji – dzisiejsza cywilizacja. Gdyby nie pismo, bylibyśmy dziś wciąż na etapie kultury zbieraczy i łowców. Z drugiej strony – warto zastanowić się, jak bardzo zaawansowana mogłaby być dziś nasza cywilizacja, gdyby ogrom ważnych ustaleń naszych przodków nie przepadł bezpowrotnie: ustaleń zapisanych w formie rękopisów, które spłonęły w pożarach, zbutwiały lub po prostu rozpadły się ze starości. Ilu ważnych pism Arystotelesa, zaginionych na przestrzeni wieków, nigdy nie mieliśmy szansy przeczytać?

Nietrwałość dawnych nośników informacji to tylko jedna z wad zapisu danych na glinianych tabliczkach, na papirusie, na pergaminie lub na papierze. Olbrzymim ograniczeniem był mały zasięg tak przechowywanej wiedzy. Zapisywane ręcznie, nierzadko w jednym tylko egzemplarzu, kłopotliwe w kopiowaniu, tradycyjne nośniki pisma miały, siłą rzeczy, charakter skrajnie elitarny. Wiedza nie miała zatem szansy rozprzestrzeniać się tak jak dzisiaj. Co więcej, przy małej liczbie istniejących egzemplarzy niefortunne zdarzenia losowe, jak pożar biblioteki, mogły na zawsze wymazać dane informacje z zasobu wiedzy ludzkości. Wynalezienie druku przez Gutenberga w znacznej mierze ograniczyło skalę tego problemu, ponieważ książki – drukowane w wielu egzemplarzach – okazały się nieporównywalnie bardziej dostępne niż rękopisy. Prawdziwy przełom przyniosło jednak dopiero pojawienie się cyfrowych nośników danych.

Dzisiejsze, elektroniczne nośniki danych są wolne od wielu ograniczeń tradycyjnych form przechowywania informacji. Możemy zapisywać treści w dużej liczbie kopii jednocześnie, a przechowywanie w chmurze sprawia, że są one bezpieczne: gdyby jeden z serwerów obsługujących daną chmurę uległ awarii, wciąż będą istnieć kopie zapasowe przechowywane na innych, bliźniaczych komputerach. Z kolei publikacja w medium elektronicznym – np. za pomocą poczty, medium społecznościowego, strony internetowej – pozwala na natychmiastowe przekazanie informacji wszystkim zainteresowanym.

Niezwykłe jest to, jak wiele informacji zapisanych w formie cyfrowej można zmieścić na elektronicznym nośniku. Niewielki czytnik książek, wyposażony w ekran dotykowy, na którym wyświetlają się kolejne strony lektury, może pomieścić tyle powieści, ile – w formie tradycyjnych papierowych woluminów – wypełniłoby wielkie biblioteki. Zbiory gigantycznej Biblioteki Kongresu USA, której półki, zastawione książkami, mają łączną długość prawie półtora tysiąca kilometrów, zajęłyby – utrwalone w formie cyfrowej – kilkanaście terabajtów danych. Wszystkie te dane moglibyśmy dziś zapisać na nośniku USB, nie większym niż breloczek do kluczy.

Olbrzymia pojemność cyfrowych nośników danych to nie tylko wygoda i oszczędność miejsca. To także konieczność w świecie dzisiejszej nauki, z jej wielkimi, wciąż rosnącymi zasobami wiedzy. Jest jej już tak wiele, że nawet uczeni o wąskich specjalizacjach miewają trudność z przyswajaniem wszelkich ustaleń dla nich istotnych. Nasze mózgi nie są przecież ewolucyjnie przystosowane do przechowywania tak wielkich zbiorów danych. Dzięki technologiom cyfrowym możemy jednak nie tylko gromadzić praktycznie dowolne ilości informacji, lecz także łatwo te zbiory przeszukiwać, i to błyskawicznie, przykładowo: dzięki filtrowaniu plików pod względem występowania konkretnych słów kluczowych lub zwrotów. W przypadku tradycyjnych, niecyfrowych form zapisu, takich jak książki, nie byłoby to możliwe. Łatwość korzystania ze zdigitalizowanych zasobów sprawia zatem, że biblioteki coraz częściej będziemy nosić w kieszeni.

Przypisy i opis źródła

Olaf Szewczyk, Biblioteka w kieszeni, materiał własny CKE.

Autor i źródło materiału

Arkusz CKE, strona PDF 5
Materiał z arkusza CKE; zachowano oznaczenia autorów i źródeł. Nie nadano nowej licencji.